Piotr Frączak

W poprzednim wpisie (Kliknij) próbowałem przekonać, że wsparcie rzadowe i biznesowe może być nie tyle wybawieniem co przekleństwem. Zamiast niezależnej, obywatelskiej wspólnoty, tworzy się profesjonalny, zależny od donatorów „pas transmisyjny” dla odgórnych idei i trendów. Jednak chyba nie ma sensu narzekać. Większość ludzi działa tak jak im wygodniej. Trudno wymagać, aby ktoś, komu płaci się za niepotrzebną pracę, rezygnował z niej wiedząc, że wszędzie jest tak samo. A więc organizacje robią – często, ale nie zawsze – to czego się od nich oczekuje. Więcej, zawsze tak było. Od zawsze „system” finansował to co było dla niego wygodne, a prawdziwa zmiana następowała rzadko i to dzięki zaangażowanej i robiącej rzeczy inaczej niż „wszyscy” mniejszości. Czas poobserwować te mniejszości.

Zieleni się Polska?

8 maja po raz piąty wręczono Nagrodę im. Marcina Króla za najlepszą opublikowaną w minionym roku polską książkę prowadzającą nowe idee, koncepcje czy sposoby myślenia. Nagrodzono pozycję „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem” Sylwii Czubkowskiej. W dyskusji wokół nagrodzonej pozycji (Kliknij czas 1.15.30) Sylwia Czubkowska mówi optymistycznie, że obserwuje „zjawisko oddolnego, dosyć powszechnego, zaskakującego, bo na wielu poziomach, budzenia się społecznego”.

To budzi nadzieję i… wątpliwości. Przypomniałem sobie jak czytając „No Logo” Naomi Klein nagle wydawało mi się, że słyszę znajome tony z innej książki… Z „Zieleni się Ameryka” Charlesa A. Reicha. Tam też wobec bezdusznej machiny systemu miała się budzić nowa świadomość. Jaśnieć światełko w tunelu… Co zostało z tamtych inicjatyw? A przecież bunty młodzieży lat 60-tych to była znacząca siła i – nie ma co narzekać – wiele zminiły, ale… znów jakby jesteśmy w punkcie wyjścia.

A co zostało z naszych protestów w sprawie Acta, czarnych marszów… Czy te jaskółki rzeczywiście zwiastowały wiosnę, czy to tylko wyjątki od reguły? A może to jedynie oznaki choroby, a nie zapowiedź ozdrowienia?

Obywatelskie Centra Oporu

Dzisiaj, gdy wszyscy (za publiczne pieniądze) próbują zminiać świat na lepsze (a przynajmniej tak o tym mówią) trudno oddzielić ziarno od plew. Radykalizm w słowach ukrywa często jedynie powielanie słynnej tezy, że „wiele trzeba zmienić, by wszystko pozostało po staremu”. Potrzeba systematycznej refleksji i solidnej teorii by obywatele wiedzieli w jakie działania się angażować, a jakich unikać jak ognia jest nam niezbędna, ale skąd wiadomo, która prawda jest prawdziwa. Potrzebujemy  tych, którzy testują nowe rozwiązania, jak i tych, którzy podejmą wisiłek zapoznania się z nimi. I promowania ich słowem i czynem. A przede wszystkim zaświadczą swoim życiem. Bo przecież ciężko wierzyć komuś, kto naprawia świat w godzinach swojej etatowej pracy i to nie dokładając się do tej zmiany nic – ani swojego wolnego czasu, ani swoich pieniędzy.

A dzieje się pewnie wiele ciekawych i autentycznych procesów. Aktywiści ratują przyrodę, walczą o prawa obywatelskie, występują w imieniu pokrzywdzonych i w obronie wartości (choć oczywiście tu wiele zależy od punktu widzenia), organizują kooperatywy spożywcze, spółdzielnie energetyczne… Ale gdzie jest ten punkt oparcia, czy może punkty oparcia, które realnie potrafią „ruszyć z posad bryłę świata”?

Pewnie warto będzie o nich pisać, ale chyba najpierw warto byłoby porozmawiać. Spróbować zrozumieć idee i ich konsekwencje i szukać tego co spowodowałoby skumulowanie efektów. Bo ciągle efekty, a nawet nadzieje na efekty, nie są dostatecznie widoczne. Spróbujmy zidentyfikować te inicjatywy, te wspólnoty, o których warto pogadać. I spotkajmy się.